El Niño a pogoda w Polsce. Fakty, mity i prognoza na 2026
Zjawisko El Niño znów rośnie w siłę, ale nie zdominuje naszej pogody. Wpływ Pacyfiku na Polskę jest słaby i zmienny. Naszą zimą rządzi wir polarny, a rekordy ciepła to skutek gazów cieplarnianych.
W redakcji serwisu Trafna Pogoda wyznajemy jedną żelazną zasadę: dokładność i uczciwość wobec czytelnika. Nie chowamy się za fasadą niepewności, podajemy rzetelne prognozy, ale też nigdy nie obiecujemy więcej, niż wynika z twardych danych pomiarowych. Kiedy w mediach pojawiają się krzykliwe nagłówki o anomaliach na Oceanie Spokojnym, które rzekomo mają zagwarantować nam określoną aurę, naszym zadaniem jest oddzielenie nauki od szumu informacyjnego. Rozprawmy się z tym mitem krok po kroku.

Czym jest zjawisko El Niño
Aby zrozumieć, o czym mowa, musimy cofnąć się w czasie. Nazwę zjawisku nadali peruwiańscy i ekwadorscy rybacy już w XVII wieku. Zauważyli oni, że cykliczne, niezwykłe ocieplenie wód oceanu u ich wybrzeży przychodzi zazwyczaj w okolicach Bożego Narodzenia. Stąd wzięło się określenie „El Niño”, co w języku hiszpańskim oznacza „chłopczyk”, a w tym konkretnym kontekście odnosi się do Dzieciątka Jezus. Przez wieki była to wiedza lokalna, aż do początku XX wieku, kiedy to brytyjski naukowiec Sir Gilbert Walker, szukając sposobu na skuteczne prognozowanie monsunu indyjskiego, odkrył zjawisko nazwane Oscylacją Południową. Prawdziwy przełom nastąpił jednak w 1969 roku. Wtedy to Jacob Bjerknes opublikował na łamach „Monthly Weather Review” przełomową pracę zatytułowaną „Atmospheric teleconnections from the Equatorial Pacific”. Bjerknes udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że ocean i atmosfera to jedno, ściśle sprzężone zjawisko. Od tamtej pory w nauce funkcjonuje akronim ENSO, łączący El Niño i Oscylację Południową.

Jak to działa: ocean, pasaty i wielka machina
W normalnych warunkach nad równikowym Pacyfikiem wieją stałe wiatry zwane pasatami. Spychają one ciepłą wodę powierzchniową na zachód, w stronę Indonezji i Australii. Dzięki temu u wybrzeży Ameryki Południowej zimna woda może podchodzić z głębin ku powierzchni. Ten proces, zwany upwellingiem, niesie ze sobą ogromne ilości składników odżywczych, tworząc idealne warunki dla życia morskiego. Kiedy jednak nadchodzi El Niño, pasaty wyraźnie słabną, a czasem wręcz zmieniają kierunek. Ciepła woda, która była zgromadzona na zachodzie, wraca na wschód. Upwelling u wybrzeży Ameryki Południowej zanika, a termoklina, czyli granica między ciepłą wodą powierzchniową a zimną głębinową, ulega pogłębieniu. To pociąga za sobą gigantyczne konsekwencje atmosferyczne. Konwekcja i potężne opady deszczu przesuwają się na środkowo-wschodni Pacyfik, podczas gdy nad Indonezją są silnie tłumione. Ten mechanizm to nic innego jak zaburzenie tak zwanej komórki Walkera.
Skutki tych zmian bywają dramatyczne dla lokalnych ekosystemów i gospodarek. Doskonałym przykładem są peruwiańskie sardele. W 1970 roku połowy tych ryb przekroczyły 12 milionów ton, tworząc największe jednogatunkowe łowisko świata. Jednak nałożenie się przełowienia i silnego zjawiska El Niño doprowadziło do potężnego kryzysu. W 1972 roku połowy spadły aż o 55 procent, a rok później o kolejne 51 procent. Zniknięcie ryb miało poważny skutek pośredni dla globalnej gospodarki: pasza dla zwierząt stała się znacznie droższa, co wywindowało ceny mięsa na rynkach światowych.
Co ile lat wraca i czym jest „Super El Niño”
Zjawisko powraca nieregularnie, a jego siła bywa różna. Amerykańska agencja NOAA używa oficjalnie czterostopniowej skali dla określenia intensywności: słabe, umiarkowane, silne oraz bardzo silne. Kategoria „bardzo silne” jest rezerwowana dla zdarzeń, w których anomalia temperatury wynosi co najmniej +2,0 °C. W przestrzeni publicznej często pojawia się jednak inne, bardziej medialne określenie. Zostało ono ukute przez australijską agencję badawczą CSIRO w 2003 roku dla zdarzeń z odchyleniem wskaźnika Niño 3.4 osiągającym lub przekraczającym +3 °C. Klimatolog Felicity Gamble na łamach „Yale Climate Connections” 15 maja 2026 roku podsumowała to jednoznacznie: „Chociaż termin «Super El Niño» bywa używany nieformalnie, nie jest to pojęcie naukowe” (While 'Super El Niño' is sometimes used informally, it is not a scientific term). Analizując historię, szczyty wskaźnika ONI dla sezonu grudzień–luty, według tabeli CPC ONI w wersji szóstej, prezentują się następująco: sezon 1982/83 to wartość +2,1 °C, 1997/98 przyniósł +2,2 °C, rekordowe 2015/16 zatrzymało się na +2,5 °C, a ostatnie zdarzenie z 2023/24 osiągnęło +1,8 °C. Warto w tym miejscu zauważyć techniczną pułapkę, w którą wpadają niektórzy komentatorzy: wartości w najnowszej wersji v6 różnią się od starszej wersji v5, w której dla sezonu 1997/98 podawano +2,4 °C, a dla 2015/16 aż +2,6 °C. W sieci wciąż krążą obie wersje tych danych.
El Niño kontra La Niña
Dla pełnego obrazu musimy wspomnieć o drugiej stronie medalu. La Niña to faza całkowicie przeciwna. Podczas jej trwania pasaty wieją znacznie silniej niż zazwyczaj. Skutkuje to tym, że wschodni Pacyfik staje się wyraźnie chłodniejszy niż wskazuje na to średnia wieloletnia. Obie te fazy stanowią naturalny cykl życia Oceanu Spokojnego, nieustannie wymieniając się miejscami i kształtując globalne wzorce cyrkulacji powietrza.
Czy El Niño wpływa na pogodę w Polsce
Przechodzimy do kwestii, która najbardziej interesuje naszych czytelników. Czy to, co dzieje się na Pacyfiku, dyktuje warunki za naszymi oknami? Odpowiedź nauki jest twarda i pozbawiona złudzeń: bezpośredni sygnał zjawiska ENSO w Europie istnieje, ale jest bardzo słaby, nie jest stały w czasie i co najważniejsze, zmienia znak w trakcie trwania zimy. Brak silnego powiązania doskonale widać w polskiej literaturze naukowej. Przeszukaliśmy zasoby takie jak Przegląd Geofizyczny, BazTech, bibliotekanauki.pl, repozytorium IGiPZ PAN (RCIN), repozytoria UJ i UMK oraz portal klimatolodzy.pl. Wynik jest jednoznaczny: nie znaleziono ani jednej polskiej pracy recenzowanej, która analizowałaby korelację ENSO z temperaturą lub opadami w Polsce z podanymi współczynnikami. Dla kontrastu, prac o Oscylacji Północnoatlantyckiej (NAO) i klimacie Polski są dziesiątki, wliczając w to konferencje w Gdyni w 2002 roku czy we Wrocławiu w 2018 roku, prace badaczy takich jak Girjatowicz, Marsz i Styszyńska, a nawet pracę dyplomową z UJ z 2024 roku o wpływie NAO na zimę w Polsce. Ta asymetria mówi sama za siebie: gdyby Pacyfik faktycznie wyjaśniał polską pogodę, naukowcy dawno by to policzyli.
Głosy polskich ekspertów są w tej sprawie wyjątkowo zgodne. Michał Brennek z Zakładu Fizyki Atmosfery Instytutu Geofizyki PAN na łamach klimat.rp.pl oraz RMF24 w dniu 2 sierpnia 2026 roku stwierdził wprost:
„Co istotne, wpływ El Niño na pogodę w Polsce jest pośredni i dość słaby. Nie można powiedzieć, że konkretna lipcowa nawałnica nad Mazowszem albo pożar w Grecji to skutek El Niño. Najważniejszym elementem jest globalne ocieplenie i to ono, a nie Pacyfik, odpowiada za polskie rekordy.”Brennek dodaje konkretne liczby: El Niño podnosi średnią temperaturę planety o 0,1–0,2 °C, a silne zdarzenie może podnieść światowe ceny żywności o około 5 procent. Tymczasem średnia roczna temperatura w Polsce wzrosła od połowy XX wieku o ponad 2 °C. Wniosek badacza jest jasny: Polacy odczują El Niño przede wszystkim w cenach żywności na półkach sklepowych, a nie w pogodzie za oknem.
Podobnego zdania jest profesor Szymon Malinowski z Instytutu Geofizyki Wydziału Fizyki UW, który na portalu energetyka24.com 10 lutego 2025 roku tłumaczył: „El Niño i La Niña to zjawiska, które dzieją się daleko od nas, więc ciepły styczeń w Polsce nie ma bezpośredniego związku z nimi”. Z kolei doktor habilitowana Anita Bokwa, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, w materiale z 10 czerwca 2026 roku podkreśla: „ENSO ma znacznie mniejszy wpływ na pogodę w Europie niż np. Oscylacja Północnego Atlantyku (NAO). Dla Europy jednak ważniejsze od oddziaływania El Niño jest postępujące globalne ocieplenie”. Agnieszka Prasek, rzeczniczka IMGW-PIB, dodaje: „Nie oznacza to jednak, że El Niño automatycznie «produkuje» fale upałów w Polsce”. Instytut wskazuje, że o naszej pogodzie decydują układy baryczne nad Atlantykiem i Europą, a ważniejszym wskaźnikiem jest NAO. Kontrprzykładem podawanym przez IMGW jest lato 2022 roku, które było bardzo gorące mimo trwającej wtedy La Niña. Piotr Szuster z IMGW-PIB w sierpniu 2026 roku podsumowuje: „Na Starym Kontynencie bezpośrednie przełożenie jest trudne do określenia, ponieważ na nasze warunki nakładają się też inne mechanizmy”.
Co naprawdę rządzi polską zimą
W polskich mediach w 2026 roku dominuje teza, że „El Niño przyniesie nam łagodną zimę”. Bywają też nagłówki wieszczące srogie mrozy, często powołujące się na anonimowych naukowców. Obie te narracje są nieuprawnione. Z telekoneksji, która jest słaba, zmienia znak w trakcie zimy i nie jest stała w czasie, nie da się zbudować prognozy dla konkretnego kraju. Co ciekawe, 10 czerwca 2026 roku ukazały się dwa teksty polskich naukowców mówiące co innego o kierunku wpływu na europejską zimę. Profesor Bokwa pisała: „Natomiast zimą można się spodziewać wyższej temperatury powietrza, wyższych sum opadów i wzrostu prędkości wiatru”. Tymczasem Bogdan Chojnicki z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu na łamach czasopisma Academia PAN twierdził: „W Europie jednym z najczęściej wskazywanych efektów są chłodniejsze od normy zimy oraz większa zmienność pogody”. Kto ma rację? Obaj naukowcy mają ją częściowo. Nie jest to spór o fakty, lecz o to, o której części zimy się mówi.
Jak wykazali O'Reilly i inni badacze na łamach „Quarterly Journal of the Royal Meteorological Society” w 2025 roku oraz Beverley i współautorzy w „Geophysical Research Letters” w 2024 roku, wczesną zimą El Niño sprzyja dodatniej fazie wzorca wschodnioatlantyckiego, co oznacza łagodniejszą i wilgotniejszą aurę w zachodniej Europie. Późną zimą sygnał odwraca znak, faworyzując ujemną fazę NAO. Dzieje się tak za sprawą tak zwanej ścieżki stratosferycznej, opisanej przez Inesona i Scaife'a w „Nature Geoscience” w 2009 roku. Mechanizm wygląda następująco: zjawisko El Niño powoduje wzmocniony niż aleucki, co prowadzi do silniejszej propagacji fal planetarnych w górę. To osłabia wir polarny, a sygnał zstępuje do troposfery, przynosząc ujemną NAO i chłód w północnej Europie w lutym. Co więcej, praca Scaife'a i zespołu opublikowana w „Science” w 2024 roku ujawnia opóźnienie o rok: telekoneksja opóźniona o rok jest co najmniej tak silna jak natychmiastowa, ale ma przeciwny znak. Mechanizmem są tu wędrujące anomalie atmosferycznego momentu pędu. Dodatkowo, siła i znak telekoneksji ENSO-Europa zmieniają się wraz z fazą Oscylacji Dekadowej Pacyfiku, o czym informowało „npj Climate and Atmospheric Science” 19 lipca 2025 roku.
Skoro nie Pacyfik, to co faktycznie rządzi naszą zimą? Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej stawia sprawę jasno: to Oscylacja Północnoatlantycka oraz wir polarny i nagłe ocieplenia stratosferyczne (SSW). Doktor Amy Butler z portalu NOAA Climate.gov zaznacza, że nad Europą o zimie decyduje przede wszystkim to, czy rozpadnie się wir polarny, całkowicie niezależnie od fazy ENSO. Podczas silnego zjawiska z przełomu lat 2015 i 2016 wir polarny był wyjątkowo silny od listopada do połowy stycznia. Dane IMGW-PIB, opracowane przez Martę Wentę, Artura Surowieckiego i Piotra Szustera, pokazują, że przy SSW średnia minimalna temperatura w porze chłodnej w Finlandii, północno-zachodniej Rosji i państwach bałtyckich spada o 1 °C, a maksymalna o 0,5 °C. Przy słabym wirze polarnym prawdopodobieństwo fal mrozów w Europie rośnie o ponad 50 procent, a śnieg jest około 1,3 razy bardziej prawdopodobny po nagłym ociepleniu stratosfery. Jednak tu pojawia się kluczowa liczba: dla Europy Środkowej tylko około 45 procent przypadków SSW kończy się chłodniejszą niż zwykle pogodą. Pozostałe 55 procent przynosi temperatury w normie lub powyżej. Nawet czynnik znacznie silniejszy niż Pacyfik ledwo przebija rzut monetą.
Doskonałym kontrprzykładem z danych IMGW jest zima 2025/26 w Polsce. Grudzień 2025 roku zakończył się średnią obszarową 2,3 °C, czyli o 2,0 °C ponad normę z lat 1991–2020, z opadem zaledwie 14,5 mm, co stanowiło 37,3 procent normy i uczyniło go drugim najsuchszym grudniem XXI wieku. Z kolei styczeń 2026 roku przyniósł średnią −4,1 °C, czyli −3,0 °C poniżej normy, oraz opad 17,2 mm. Został sklasyfikowany jako „bardzo chłodny”, zajmując 61. pozycję w rankingu od 1951 roku, z najniższą temperaturą −9,2 °C w Suwałkach. Luty zamknął się wynikiem −1,6 °C, odnotowując −1,5 °C poniżej normy. Paradoks polega na tym, że styczeń 2026 roku był w Europie najchłodniejszy od 2010 roku, ze średnią o 1,63 °C poniżej normy według danych programu Copernicus, podczas gdy globalnie był to piąty najcieplejszy styczeń w historii pomiarów z anomalią +0,51 °C. Żadna polska instytucja nie tłumaczyła tej zimy zjawiskiem z Pacyfiku. IMGW wskazywało na układy baryczne i zniekształcenie polarnego prądu strumieniowego, które umożliwiło rozlanie się lodowatego arktycznego powietrza. Piotr Florek na łamach OKO.press 11 marca 2026 roku pisał: „W styczniu było zimno, bo do Polski napływało zimne powietrze arktyczne. Napływało, bo byliśmy przez większą część miesiąca w zasięgu wyżu. Nie miało to wiele wspólnego z wirem”. Rekordy pierwszej połowy 2026 roku, czyli −27,7 °C w Suwałkach 2 lutego oraz rekord wszech czasów 40,5 °C w Słubicach 28 czerwca, IMGW tłumaczy masami powietrza i układami wyżowymi, bez najmniejszego odwoływania się do ENSO.
Zestawienie publicystyczne portalu Snowboard.pl z 17 sierpnia 2026 roku analizuje 12 zim z El Niño od 1982 roku. Zima 1982/83 była łagodna, 1986/87 bardzo mroźna, 1997/98 znów łagodna, 2009/10 mroźna i rekordowo śnieżna, 2015/16 bardzo ciepła, a 2023/24 rekordowo ciepła. Wniosek? Cztery najsilniejsze zdarzenia dały w Polsce zimy ciepłe i ubogie w śnieg, ale dwie zimy były wyraźnie mroźne. Przy próbie dwunastu przypadków to nie jest dowód statystyczny, co dobitnie ukazuje, że bezpośrednie przełożenie po prostu nie istnieje.
Co się dzieje teraz: stan zjawiska w 2026 roku
Spójrzmy na twarde dane bieżące. Komunikat amerykańskiej agencji NOAA CPC z 13 sierpnia 2026 roku ogłasza status EL NIÑO ADVISORY. Agencja informuje: „El Niño przybiera na sile, z ponad 90-procentowym prawdopodobieństwem wystąpienia bardzo silnego zjawiska podczas jesieni i zimy 2026-27 na półkuli północnej” (El Niño is strengthening, with a greater than 90% chance of a very strong event during the Northern Hemisphere fall and winter 2026-27). Według prognoz CPC istnieje aż 69 procent szans, że sezon od października do grudnia 2026 roku przyniesie zdarzenie historyczne, silniejsze niż wszystkie w rejestrze od 1950 roku, gdzie wskaźnik RONI osiągnie lub przekroczy +2,5 °C. Anomalie temperatury we wschodnim równikowym Pacyfiku wynoszą już ponad +2,0 °C, a pod powierzchnią sięgają do +10 °C. Tygodniowy wskaźnik Niño-3.4 wynosił +2,7 °C w dniu 12 sierpnia i +2,6 °C w dniu 24 sierpnia. Oficjalny wskaźnik ONI za okres maj–lipiec to +1,39 °C. Z kolei Oscylacja Południowa (SOI) jest silnie ujemna, zbliżając się do 2 odchyleń standardowych w lipcu. Według australijskiego biura BOM średni SOI dla lipca wyniósł −29,1, co jest najbardziej ujemną wartością lipcową w historii pomiarów.
Brytyjskie Met Office poinformowało 21 sierpnia 2026 roku, że model GloSea prognozuje w regionie Niño 3.4 wartości przekraczające +3 °C. Profesor Adam Scaife skomentował to krótko: „Nigdy nie widziałem tak intensywnego sygnału El Niño w naszych prognozach” (I have never seen an El Niño signal this intense in our forecasts). Doktor Nick Dunstone dodaje, że rok 2027 bardzo prawdopodobnie zastąpi rok 2024 jako najcieplejszy w historii pomiarów. W tym miejscu musimy wyjaśnić pewną pułapkę metodologiczną, która rodzi rozbieżne liczby w mediach. Agencja CPC podaje wskaźnik względny RONI, który za lipiec wyniósł +1,4 °C. Z kolei instytut IRI podaje wskaźnik tradycyjny, który za lipiec wyniósł +2,03 °C. Wskaźnik RONI odejmuje ocieplenie tła całej strefy tropikalnej. To są dwie różne miary tego samego zjawiska, a nie błąd w obliczeniach. Kolejny oficjalny komunikat CPC zaplanowano na 10 września 2026 roku.
Skutki na świecie i w Europie
Obecne zdarzenie niesie ze sobą konkretne prognozy dla świata, opublikowane przez Met Office 21 sierpnia. Wzrasta ryzyko suszy w południowej Afryce i północno-wschodniej Australii. Indyjski monsun letni jest już znacznie poniżej normy. Spodziewane są niskie opady w Ameryce Środkowej, na zachodnim Pacyfiku i w tropikalnej Ameryce Południowej. Z kolei północno-zachodnia Europa, w tym Wielka Brytania, może spodziewać się warunków wilgotniejszych i bardziej sztormowych jesienią i wczesną zimą. Podczas dużych zdarzeń ocean oddaje ogromne ilości ciepła do atmosfery, co podnosi globalną średnią temperaturę szczególnie w roku następującym po zimowym szczycie zjawiska. Kontekst klimatyczny jest bezlitosny: rok 2024 był pierwszym, w którym przekroczono barierę 1,5 °C według danych Copernicus, a Światowa Organizacja Meteorologiczna (WMO) potwierdziła go jako najcieplejszy w historii, z wynikiem około 1,55 °C ponad poziom przedprzemysłowy. Rok 2023 osiągnął 1,48 °C, a 2025 był trzecim najcieplejszym rokiem w historii. Jednak stanowisko WMO, przekazane przez sekretarz generalną Celeste Saulo, jest stanowcze i jednoznaczne: El Niño przyczynił się do rekordów, ale głównym sprawcą są bezdyskusyjnie gazy cieplarniane. Nie wolno przypisywać rekordów ciepła samemu zjawisku oceanicznego ocieplenia.
Podsumowując, jeśli szukasz odpowiedzi na pytanie, czy w grudniu spadnie u nas śnieg, albo czy styczeń przyniesie trzaskające mrozy, patrzenie na temperaturę Oceanu Spokojnego nie da ci odpowiedzi. Jak zauważa Piotr Szuster z IMGW, na nadchodzące miesiące najbardziej prawdopodobny jest łagodny przebieg zimy. Z tak odległych, słabych i zmieniających znak powiązań klimatycznych nie zbuduje się jednak precyzyjnej prognozy na jutro dla konkretnego kraju. Od tego mamy rzetelne prognozy krótkoterminowe, modele synoptyczne i codzienną pracę meteorologów, którą rzetelnie relacjonujemy w serwisie Trafna Pogoda.
